Thursday, 14 August 2014

MotoBalkans 2014 Dzień Piąty i Szósty

POL

Wczorajszy dzień upłynął mi na jeździe ze Słowenii do miejscowości Jajce w Bośni i Hercegowinie. Po wyjeździe z Bovec w Słowenii wjechałem na chwilkę do Włoch, bo tak prowadził mnie GPS, by już za chwilę wjechać spowrotem do Słowenii. Kraj ten jak na razie podobał mi się najbardziej spośród tych, przez które przejeżdżałem. Szkoda tylko, że nie dane było mi zobaczyć jego atrakcji w pełnej krasie, a to z powodu wciąż kiepskiej pogody. Przejaśniać zaczęło się dopiero za Ljubljaną i kiedy dotarłem do granicy z Chorwacją słońce świeciło już pełną gębą. Kierowałem się autostradą na Zagrzeb a potem na Rijekę by w jej okolicach skęcić na Bihac w Bośnii. Odzwyczaiłem się już od kontroli granicznych więc ta na granicy Chorwacko - Bośniackiej była moją pierwszą od bardzo długiego czasu. Wszystko poszło sprawnie. Musiałem jeszcze tylko zakupić Zieloną Kartę (tydzień dla motocykla - 15 euro) i już mogłem pomykać po pustych bośniackich drogach. Temperatura podskoczyła do 34 stopni ale jadąc całkiem żwawym tempem nie czułem tego specjalnie. Bośnia jest miejscem wymarzonym dla motocyklistów. Drogi są perfekcyjnie utrzymane i prowadzą przez niezliczoną ilość zakrętów. Ruch samochodowy jest znikomy, zagęszczając się tylko w okolicach większych miejscowości. Co prawda przy drogach jest niezliczona ilość znaków ograniczenia prędkości. Znalazłem jednak na to sposób. Jeśli nie chcecie, by wasza podróż trwała w nieskończoność i jednocześnie nie macie zbytniej ochoty na spotkanie z panami z 'suszarką', wystarczy 'podpiąć się' do jakiegoś, gnającego bez opamiętania tubylca, których tu nie brakuje i w taki sposób pokonywać tutejsze drogi, nie będąc narażonym na bolesny mandat.
Do miejscowości Jajce dotarłem około 19-tej. Jest to malutkie miasteczko, położone nieopodal jeziora Pivskiego. Znalazłem tani hotel z widokiem na tutejszy zamek (zniżka 20% dla motocyklistów) i jak nieżywy walnąłem się do łóżka. Szybka jazda po bośniackich zakrętach szybko wypompowuje z sił.

Podsumowanie dnia :

przejechane : 558 km
koszt paliwa : 24 euro
inne koszty : 52 euro (zielona karta, hotel, jedzenie)

Dzień szósty mojej podróży to krótki odcinek z Jajce do Makarskiej na chorwackim wybrzeżu Adriatyku. Wyruszyłem z hotelu jak zwykle przed 9-tą, po skonsumowaniu wliczonego w cenę śniadania. Trasa była pełnym przekrojem jeśli chodzi o krajobrazy Bośni. Początkowo wiodła przez góry by przejść w odkryte przestrzenie na czymś w rodzaju rozległego płaskowyżu. Wiał tam dosyć silny wiatr i trzeba było uważać na rozmaite zwierzęta wałęsające się chwilami na drodze (począwszy od kóz, przez owce, krowy i konie). Zauważyłem też wzmożoną obecność owadów, które rozbijały się głośnymi plaśnięciami o szybkę kasku i przednią owiewkę. W pewnej chwili wjechałem nawet w coś w rodzaju roju pszczół czy tez os - całe szczęście, że miałem opuszczoną szczękę kasku i wizjer bo inaczej mogłoby się to skończyć nieciekawie, jako że właśnie wchodziłem w dosyć ostry zakręt.
Po kolejnej odprawie granicznej przejechałem przez tunel pod wzgórzem oddzielającym wybrzeże Adriatyku od Bośni i wreszcie zobaczyłem morze. Czym prędzej zajechałem na uprzednio wybrany kemping, rozbiłem namiot i pognałem do wody, co przy temperaturze dochodzącej do 36 stopni było zupełnym wybawieniem.
Ogólnie Chorwacja troszkę rozczarowuje. Jest tu ładnie ale o wiele piękniejsze okolice mijałem w Słowenii i Bośni, które jak do tej pory podobały mi się najbardziej. Do tego dochodzą chorwackie ceny, które nawet osobę mieszkającą w drogim Londynie potrafią doprowadzić do palpitacji serca. Zdaje się, że Chorwaci odkąd weszli do Unii chcą na wszelkie sposoby dogonić cenami resztę Europy. Wychodzi im to aż za dobrze.
Jutro znów wjazd do Bośni i jazda przez Mostar do Czarnogóry, do której chcę wjechać od północnego zachodu w rejonie Parku Narodowego Durmitor.

Podsumowanie dnia: 

przejechane : 184 km
koszt paliwa : 12 euro
inne koszty : 26 euro (kemping, przejazd tunelem, jedzenie)

ENG

I spent yesterday riding from Slovenia to Jajce (a town in Bosnia). After leaving Bovec in Slovenia I entered Italy for a short while and after a few miles I was back in Slovenia again led by my GPS. So far Slovenia is the country I liked the most. It is a real pity that I was not able to see its tru beauty because of the terrible weather. It started to improve as I was passign Ljubljana and when I reached the border between Slovenia and Croatia the sun was shining fully. 
I was riding on a motorway toward Zagreb then Rijeka to turn left toward Bihac in Bosnia. I am not used to border controls any more and the one on the Croatian - Bosnian border was the first one since a long time ago. Everything went quite smoothly. I only had to buy and additional insurance for my bike ( green card for a bike 15 euros for 7 days) and I could jump on the bendy Bosnian roads. The temperature raised to 34 degrees but I was not feeling the heat while on the move. 
Bosnia is a dream come true for motorcyclists. The roads are in perfect condition and lead through countless bends. Road traffic is sparse only getting more condense around bigger towns. There are quite a lot of road signs forcing you to reduce speed but I quickly figured out how to keep a decent pace without being endangered by a meeting with the gentlemen with a speed gun. You just need to wait for a local driving like crazy and keep up behind him :)
I reached Jajce around 7pm. It is a small town located near the beautiful Pivsko lake. I found a cheap hotel and fell to bed like a log. The fast paced run on the Bosnian mountain roads makes you really exhausted.

Summary of the day :

covered : 348 miles
petrol cost : 24 euro
other cost : 52 euro (green card, hotel room, food)

Day six of my trip was a short stint from Jajce to Makarska on the Croatian Adriatic coast. 
I left the hotel as usual at around 9am after eating the included-in-the-price breakfast. My route was full variations of Bosnian countryside. At first it went through the mointans only to turn into something of a vast plateau. The wind was strong there and I had to be extra careful because of many domestic animals wandering on the road (starting with goats, sheep, cows and even horses). I have also noticed an increased presence of insects in the air which splated frequently on my visor and front fairing. Suddenly, I even rode through a swarm of bees or wasps - I was really lucky to have my visor down at that moment, otherwise it could have ended really bad as I was just taking a sharp corner.
After yet another border control I went through a tunnel leading under the mountain that divides the Adriatic coast from Bosnia and I saw the Adriatic sea at last. I quickly pitched the tent in the previously chosen campsite and I rushed to the water which was a real bliss with the temperature reaching 36 degrees.
All in all Croatia dissapoints a bit. It is nice but I was passing through much more beautiful areas in Slovenia and Bosnia on my way. Add the Croatian prices to the general picture - the prices which even for a person living in the expensive London come as an unpleasant surprise. It seems like the Croats since they entered the EU want to chase up the rest of Europe as far as the prices are concerned. They are doing a really good job with that.
Tomorrow Bosnia once again. I am riding through Mostar to Montenegro which I want to enter from the north-west near the Durmitor National Park.

Summary of the day : 

covered : 120 miles
petrol cost : 12 euro
other cost : 26 euro (tunnel fee, campsite fee, food)

Tuesday, 12 August 2014

MotoBalkans 2014 Dzień Trzeci i Czwarty

POL

Dzień trzeci mojej wyprawy był przeznaczony na odpoczynek w Zurichu.
Czwartego dnia rano szybciutko się spakowałem i o godzinie 8:30 byłem już w drodze w kierunku na Vaduz w Lichtensteinie. Po wczorajszym deszczu nie było już śladu ale wiedziałem, że nie zabraknie go po drodze - niestety front atmosferyczny, który w poniedziałek przyniósł opady w Zurichu przesuwał się dokładnie w kierunku mojej podróży.
Lichtenstein minął prawie niezauważalnie - w końcu to jedno z najmniejszych państw Europy. Po wjeździe do Austrii zakupiłem winietę na przejazd autostradami (10 euro na 10 dni) i wskoczyłem na autostradę w kierunku na Innsbruck. Minąwszy miasto skęciłem w boczną drogę wiodącą na Grossklockner. Niestety moje przewidywania odnośnie pogody sprawdziły się co do joty. Praktycznie zaraz po zjeździe z autostrady zaczęło padać. Oczywiście podstawa chmur była bardzo niska i większośc mijanych po drodze alpejskich szczytów była zasłonięta. Udało mi się pstryknąć jedynie kilka fotek. Kiedy dojechałem do bramek wjazdowych na Grossklockner Hohalpenstrasse rozpadało się już na dobre. Mimo wszystko postanowiłem przejechać tę trasę i zapłacić za tę przyjemność 24 euro. Do pewnego momentu nawet conieco było widać ale im bliżej szczytu, tym chmury robiły się gęstsze by na samym szczycie przesłonić zupełnie calutki widok. Widoczność nie przekraczała 100 metrów a temperatura spadła do 5 stopni. Przeklinając pod nosem swój pech, czym prędzej zjechałem po drugiej stronie góry i skierowałem się w stronę Treviso we Włoszech i dalej w kierunku na Bovec w Słowenii. Niestety deszcz nie ustępował ani na chwilkę kompletnie rujnując moje plany zrobienia zdjęć w Triglavskim Parku Narodowym.
Do Bovec dotarłem około 19:30 po 11-tu godzinach wyczerpującej jazdy górskimi serpentynami w deszczu. Ostatnią rzeczą na jaką miałem ochotę było rozkładanie namiotu w taką pogodę. Wybrałem więc jeden z tutejszych hotelików. 
Mam nadzieję, że jutro zobaczę choć na chwilę piękne Słoweńskie góry.

Podsumowanie dnia :

-przejechane : 636 km
-koszt paliwa : 34 euro
-inne koszty : 82 euro (winieta w Austrii, Grossklockner pass, hotel w Bovec, jedzenie)

ENG

I have spent the third day of my trip resting in Zurich.
In the morning of the fourth day I packed up quickly and at 8:30 am I was already on the road heading for Vaduz in Lichtenstein. There was no sign of yesterday's rain but I knew there was going to be plenty of it further along the way - the weather front which brought rain to Zurich on Monday was moving exactly along my planned route.
I barely noticed Lichtenstein - it is one of the smallest countries in Europe after all. After crossing the Austrian border I bought a vignette for their autobahns (10 euro for 10 days) and I jumped on the motorway toward Innsbruck. Passing the city I turned to a back road toward Grossklockner Pass. 
Unfortunately the weather forecast came true. Literally just after leaving the motorway it started raining.  Clouds were hanging really low and so most of the Alpine peaks I was passing were covered in clouds. I only managed to take a few photos. 
When I reached the Grossklockner Pass toll barriers it was raining cats and dogs. Nevertheless, I decided to go for it and after paying 24 euro for the pleasure, I was on my way up the mountain. Up to a point I could even see something through the clouds but the closer to the summit the thicker the clouds got. On the summit the visibility was not more than 100 metres and the temperature dropped to 5 degrees. Swearing a bit, I descended quickly on the other side of the mountain and turned toward Treviso in Italy and Bovec in Slovenia. The rain followed and eventually my plans of taking a few stunning photos in the Triglav National Park were ruined.
I reached Bovec around 19:30 after an 11 hour exhausting ride on the bendy mountain roads. The last thing I wanted now was to pitch the tent and so I checked in one of many hotels here.
I only hope tomorrow I will be able to see the beautiful Slovenian mountains even if for a little while.

Summary of the day : 

-covered : 398 miles
-petrol cost : 34 euro
-other cost : 83 euro (vignette in Austria, Grossklockner pass, hotel in Bovec, food)

Sunday, 10 August 2014

MotoBalkans 2014 Dzien Drugi / MotoBalkans 2014 Day Two

POL

Deszcz mnie wyraźnie prześladuje. Rano obudziło mnie bębnienie kropel o ściany namiotu. Na szczęście tylko przelotne. Wykorzystując przerwę w opadach, sprawnie spakowałem cały majdan. I całe szczęście, bo kiedy tylko założyłem kask, deszcz powrócił. Przestało padać kilkanaście kilometrów dalej, słońce zaczęło nawet nieśmiało wychylać się zza chmur i pomimo wczesnej pory zrobiło się całkiem ciepło.
Dzisiaj krótki odcinek z Jaulny do Zurichu - jedyne 340 km, za to sporo pięknych tras motocyklowych wiodących przez francuskie Vogezy. Na trasie dużo motocykli korzystających z idealnej pogody do 'koszenia winkli' ( no, może wiatr mógłby być delikatnie lżejszy, bo przy przejazdach przez grzbiety wzgórz niejednokrotnie próbował zdmuchnąć mnie z siodła).
Jeśli ktoś z Was nigdy nie był w tych rejonach Francji to bardzo polecam wybrać się tu na motocyklu. Na pewno się nie zawiedziecie. Nie są to może drogi alpejskie, ale trasy i widoki po drodze na prawdę zasługują na polecenie. To taki wstęp do Alp na motocyklu, coś dla osób stawiających pierwsze kroki w jeździe motocyklem po górach.
Po drodze do Zurichu zaniosło mnie też do Bazylei gdzie po raz pierwszy w życiu widziałem spływ na torbie :) Cóż to takiego ? Otóż wiele osób korzysta z takiej właśnie formy rekreacji - zakupują sporą nieprzemakalną plastikową torbę (czy też balon), do której pakują swoje ubrania po czym wskakują z tym do Renu przepływającego przez miasto i w ten sposób spływają jakieś 5 mostów w dół wartko płynącej rzeki, po drodze przybijając gdzieniegdzie do brzegu na piwo. Za piątym mostem wychodzą z wody, ubierają się w rzeczy z torby i wracają na piechotkę w celu powtórzenia zabawy. Biorąc pod uwagę fakt, że Ren w Bazylei jest na prawdę czysty taka zabawa to strzał w dziesiątkę zwłaszcza w upalny dzień.
Do Zurichu dotarłem około 17:30. Odwiedzam tu siostrę, która od jakieś czasu mieszka tu i pracuje.

Podsumowanie dnia :

- przejechane : 398 km
- koszt paliwa : 32 euro
- koszty inne : 46 euro (winieta na Szwajcarię i jedzenie)



ENG

Rain is evidently following me from the UK. I was woken up by it banging on the tent's walls. Fortunately only a short passing shower. As soon as it stopped I packed up all the stuff. And in time as I was just about to put my helmet on when the rain came back. It stopped a few miles down the road, the sun started to show through the clouds and it got quite warm.
Today's route was planned as a short one - only around 220 miles leading through French Vosges mountains. I have seen quite a few motorcyclists on the way taking advantage of the perfect weather ideal for going round countless bends. If only the wind was a bit weaker - at times I had and impression it wanted to knock me off the bike's seat.
If you have never been to these parts of France I can deeply recommend coming here on a bike. You will not be dissapppointed for sure. The roads may not be of Alpine quality but the views compensate for that. These roads can be a preludium to motorcycling in the Alps - something for a biker who is taking his first steps in riding in the mountains.
On my way to Zurich I found myself in Basel where for the first time in mylife I have seen 'bag rafting'. What is that you may ask ? Well...many Swiss people do that as a form of sport - they buy a big, waterproof, plastic bag ( or a baloon), thay pack their clothes and whatnot to it (along with some air of course), jump into Rhein (the river) which runs through the town and in that way they go downstream - around 5 bridges down to be exact - mooring from time to time to have a beer. After reaching the fifth bridge they come ashore, put their dry clothes on and walk back to the starting point to repeat the fun. Taking into consideration the fact that the water in the river is very clear, this form of recreation is perfect for a hot summer day.
I reached Zurich just after 5:30 pm. I am visiting my sister who lives and works here.

Summing up the day :

- miles covered : 248
- petrol cost : 32 euro
- other costs : 46 euro (motorway vignette in Switzerland and some food)


Saturday, 9 August 2014

MotoBalkans 2014 Dzien Pierwszy / MotoBalkans 2014 Day One

POL

Pierwszy dzien wyprawy zaliczony. Po nocnej ulewie poranek przywital mnie tylko leciutka mzawka. Czwarta rano to jednak bardzo wczesnie jak na moje standardy. Na szczescie nie bylo duzo do pakowania, pozostalo jedynie przymocowac kufry do motocykla, pozegnac sie z rodzina i w droge. Moja dlugo wyczekiwana podroz na Balkany zaczela sie o 4:40. 
M25 o tej porze w sobote dosyc pusta, z rzadka mijalem pojedyncze ciezarowki zmierzajace w strone Folkestone i Dover. Podobnie bylo na M26 i M20. Do Dover dotarlem po 6-tej, jeszcze tylko ostatnie tankowanie na brytyjskiej ziemi i juz ustawialem sie w kolejce do wjazdu na prom, ktory odplywal o 8:00. Za mna kilku motocyklistow brytyjskich zmierzajacych w rozne krance Europy.
Zza chmur zaczelo wygladac slonce ale mimo to wciaz bylo dosyc chlodno wiec z radoscia powitalem pozwolenie wjazdu na poklad promu. Po przymocowaniu motocykla do pokladu mocnymi tasmami, udalem sie na gorny poklad,gdzie mialem wykupiona miejscowke. Mialem nadzieje zlapac jeszcze kilka minut snu zanim prom doplynie do Dunkierki. Plan powiodl sie znakomicie. Po dotarciu do Francji zjezdzalem z promu wypoczety jakbym wlasnie wstal z lozka.
GPS sprawial sie znakomicie ani razu nie gubiac drogi. Z gory zakladalem szybki przejazd pierwszego odcinka wyprawy, tak wiec moja droga prowadzila platnymi odcinkami francuskich autostrad A26 i A4.
Krajobraz, z poczatku dosyc monotonny, jakies 100 km za Reims zmienil sie w lagodne wzniesienia i zielone lasy. Po drodze dosyc czesto zatrzymywalem sie na 10-15 minut gdyz chwilami nudna jazda autostrada powodowala narastajaca sennosc. Motocykl spisuje sie znakomicie, zuzycie paliwa bardzo obiecujace - komputer pokladowy pokazuje ponad 500km na jednym tankowaniu - rewelacja !
Do kempingu w malutkiej miejscowosci Jaulny dotarlem kwadrans po 17-tej.


Podsumowanie pierwszego odcinka :

- przejechane : 608 km
- koszty paliwa : 45 euro
- inne koszty : 24 euro (jedzenie i oplata za kemping)

Jutro pogoda zapowiada sie znosnie - raczej nie bedzie padac. Przede mna Vogezy we Francuskiej Alzacji i Zurich w Szwajcarii.

ENG

First day of my trip checked out. After a night shower, the morning welcomed me with a drizzle. 4 am - that's a lot too early for me. Fortunately, there was not much more to pack and so I just mounted the panniers on the bike, said goodbye to my family and I was on my way. My eagerly awaited trip to the Balkans started at 4:40 am.
M25 was rather empty at this time of Saturday, I was only passing single lorries on their way to Folkerstone and Dover every now and then. Same thing on M26 and M20. I reached Dover just after 6 am, filled the bike up quickly for the last time on the British soil and next thing I knew I was waiting in line to board the ferry. Behind me a few British bikers on their way to various places all over Europe.
It was still a bit chilly even with the sun shyly peeking through the clouds so I happily welcomed the order to board the ferry. After securing the bike to the deck I went upstairs to have a quick nap in the lounge. This was a real blessing as I woke up refreshed and ready for the challenge ahead.
My Gps unit worked perfectly without missing a beat even once. As I planned the first stint to be relatively quick I used the paid stretches of the French A26 and A4 motorways. At the beginning the landscape was quite boring but after I passed Reims it changed into rolling hills and green forest areas. I made frequent stops of 10 to 15 minutes as the long, boring stretches of the motorway were making me sleepy. The bike is a gem, it runs smoothly and the petrol consumption is really low - I managed around 50 mpg. I reached the camp site in a tiny village of Jaulny quarter past 5 pm.


Summary of the first day :

- miles covered : 380
- petrol cost : 45 euro
- other cost : 24 euro (food and the camp site fee).

Tomorrow's weather looks promising - it should not be raining. Before me lay Vosges area of French Alsace and Zurich in Switzerland.


Tuesday, 5 August 2014

Finałowe Odliczanie...4 dni do godziny zero / Final Countdown...4 days to the zero hour.

POL

Jeszcze cztery dni do wyjazdu. Mój prom odpływa z Dover o 8:00 w sobotę, do tego na odprawę trzeba zgłosić się najpóźniej do 7:15, tak więc z domu będę musiał wyruszyć przed 5-tą rano. Co prawda nie przewiduję żadnych problemów o tak wczesnej porze na autostradzie w kierunku wybrzeża (czytaj : korków) ale chcę sobie zostawić troszkę czasu w rezerwie na ostatnie tankowanie przed wjazdem na pokład.
Na promie zarezerwowałem sobie VIP lounge aby w miarę możliwości złapać jeszcze chwilkę snu podczas dwugodzinnej przeprawy do Calais
We Francji mam być około 11-tej. Na przebycie pierwszego odcinka do kempingu w okolicach Metz będę miał więc jakieś 6-7 godzin do zapadnięcia zmierzchu. Podobnie jak podczas poprzedniej wyprawy obiecałem sobie, że w miarę możliwości będę unikał jazdy po zmroku.
Sprawdzam co jakiś czas prognozy pogody na trasie i wychodzi na to, że nie powinno być najgorzej. Przewidywane jedynie przelotne opady lub krótkie burze. Deszcz mi nie przeszkadza - będę miał przynajmniej możliwość przetestować mój nowy ubiór motocyklowy pod kątem jego nieprzemakalności.

Poniżej : komplet motocyklowy Klim Traverse

ENG

Four more days left. My ferry leaves Dover at 8:00 but I have to be at the check-in no later than 7:15 so I will have to leave home around 5:00 am. I am not expecting any traffic at this time of day on the motorway but I am planning on leaving myself a bit of spare time for the last fill-up before I board the ferry.
I have booked a VIP lounge on board so that I can hopefully catch a short nap during the crossing to Calais.
I should arrive in France around 11:00 am so to cover the first leg of my trip to a camping near Metz I give myself from 6 to 7 hours until it gets dark. This year too I have promised myself not to ride after dark if I do not really have to.
I have been checking weather forecasts for the planned route and it seems like it should not be too bad after all. Only a few showers or minor thunderstorms forecast so far. Not that I mind some rain - at least I will have a chance to give my new motorcycle suit a waterproofing test.

Below: Klim Traverse motorcycle suit.





Saturday, 2 August 2014

Trasa wyprawy / Trip's Route

POL

A ponizej mozecie zobaczyc planowana trase mojego przejazdu.


ENG

Below you can see the planned route of my trip.



Przygotowania do wyjazdu / Preparations for the trip

POL

Zostal jeszcze tydzien do wyjazdu. Od ponad dwoch tygodni zbieram potrzebny sprzet - wiekszosc zamawiam on-line. Musze przyznac, ze przygotowania do wyprawy zabieraja sporo czasu jak rowniez pieniedzy. Biorac pod uwage doswiadczenia z poprzedniego wyjazdu 2 lata temu (Hiszpania i Portugalia), postanowilem tym razem zabrac o polowe mniej rzeczy niz wtedy. Pamietam, ze wsiadajac wtedy na motor mialem wrazenie, ze jest troszke zbyt ciezki. Wzialem sporo calkiem niepotrzebnych rzeczy dobieranych na zasadzie 'a moze przyda sie po drodze'. Rezultatem tego bylo ciezkie i nieporeczne moto, ktore przy podmuchach bocznego wiatru zachowywalo sie troche jak zaglowka. Chwilami na prostym odcinku musialem jechac pod katem zblizonym do 45 stopni, co bywalo raczej nieprzyjemne.
Tym razem bedzie inaczej - postanowilem zapakowac sie tylko i wylacznie do trzech standardowych kufrow plus tank bag. Na tylnym siedzeniu pojedzie tylko moj grubasny lancuch motocyklowy i siatka bagazowa. Prawdopodobnie moglbym zabrac jeszcze mniej sprzetu ale fakt, ze zamierzam korzystac w 90% z kempingow wymusza zabranie kilku rzeczy niezbednych na biwaku (jak chocby namiot oraz ekstra wytrzymale sledzie, ktore stanowczo przydadza sie na twardym chorwackim czy bosniackim gruncie).
Oprocz tego zabieram calkiem sporo sprzetu fotograficzno/filmowego a to znaczy, ze bede rowniez potrzebawal wszelkiego rodzaju zasilaczy aby ten caly majdan ladowac.
Jednym z najbardziej udanych zakupow okazal sie ubior motocyklowy firmy Klim (model Traverse). Jest on bardzo lekki i poreczny, testowany w bardzo goracy londynski dzien, wykazal sie na prawde fantastyczna wentylacja - chwilami mialem wrazenie, ze nie mam na sobie nic oprocz szortow i t-shirta. Ubior jest rowniez calkowicie wodoodporny (tak przynajmniej zapewnia producent swoim sloganem 'guaranteed to keep you dry') czego nie mialem jeszcze okazji przetestowac na wlasnej skorze. Ubior nie ma co prawda ochraniaczy w standardzie ale dokupilem do niego koszulke ForceField, ktora zakladana pod spod zmiania caly zestaw w naprawde bezpieczna kombinacje. W wyjatkowo upalny dzien bede mogl calkiem zdjac kurtke i jechac w samej koszulce nie bedac narazonym na nieprzyjemne niespodzianki w razie blizszego spotkania z asfaltem.
Ponizej zamieszczam zdjecie sprzetu, ktory ze mna pojedzie.

ENG

There is only one week left to my departure from London. For over two weeks I have been gathering the needed equipment with most of the stuff being ordered on-line. I have to admit that the preparations for my trip take an awfull amount of time and money. Taking into consideration the experience I earned from my previous trip to Spain and Portugal 2 years ago, I have decided to take a lot less stuff than back then. Even now I can recall mounting the bike, feeling its enormous weight and thinking to myself : 'maybe it is a bit too heavy'.Most of the stuff I took then was picked 'just in case', the case which eventually never happened. The bike felt really heavy in result and because much of the load was mounted high up, when I encountered strong side winds, the bike behaved more like a sail boat than a motorcycle. At times I had to ride at a nearly 45 degree angle on the straight road which was not my most pleasurable experience.
This time it is going to be different - I have decided that if any of the stuff does not fit in the 3 panniers plus the tank bag, it is going to be left behind. On the back seat there is going to be a place only for my thick security chain (which itself weights 7 kilos). I fact, I could take even less equipment but the fact I am going to camp all the way forces taking a few things necessary for camping (to mention a few - a tent and a set of extra hard tent pegs suitable for the hard Croatian and Bosnian ground).
Apart from that I am taking quite a lot of my audio/video equipment which means that I also have to take all kinds of power supplies for that.
One of my most favourite purchases recently has been the Klim Traverse motorcycle suit. It is really light-weight and handy. Tested in a very hot London day it showed its true colours being fantastically vented - at times I had an impression as if I was riding wearing nothing more than my shorts and a t-shirt. The manufacturer advertises the suit as fully waterproof as well (with the slogan : 'Guaranteed To Keep You Dry')- the feature I was not able to confirm so far. The suit does not have any additional protectors but I found a remedy to that by buying a ForceField protective shirt which I am going to wear underneath the jacket and if extremely hot, on its own.
You can find a picture of the equipment I am taking with me.